NIELAKIEROWO: BOURJOIS, DELICE DE POUDRE, BRONZING POWDER nr 52

Czym jak czym, ale czekoladą to kupić mnie nie można. Nie lubię, nie smakuje mi - koniec kropka. Kiedyś jak pokłóciłam się z jeszcze nie ...

Czym jak czym, ale czekoladą to kupić mnie nie można. Nie lubię, nie smakuje mi - koniec kropka. Kiedyś jak pokłóciłam się z jeszcze nie mężem i on w przeprosiny przyniósł mi bombonierkę z czekoladkami to był wielce zdziwiony, że owa wylądowała na jego głowie. No co.... jak czegoś nie lubię to w imię zasady wpychać w siebie nie będę. Co innego jak idzie o zapach czekoladowy... lubię jak nie jest dusząco- drażniący i głównie przez ten zmysł kupiłam kosmetyk, który jest bohaterem dzisiejszego posta. A że był jeszcze w ładnym opakowanie i w promocji o 40% tańszy- to same rozumiecie, żal było nie kupić;) Przedstawiam Wam puder brązujący niczym tabliczka czekolady - Bourjois, Delice de Poudre, Bronzing Powder nr 52



Od producenta: 

Puder brązujący, który wyglądem i zapachem przypomina czekoladę. Zamknięty jest w solidnym kartonowym opakowaniu wyglądającym jak książeczka. Znakomicie pachnie, daje bardzo subtelny i naturalny efekt. Dostępny w dwóch odcieniach: jaśniejszym (nr 51: Peaux claires/médianes) i ciemniejszym (nr 52: Peaux mates/hâlées). 

Puder zamknięty jest kartonowym opakowaniu wyglądającym jak książeczka, wspomaganym magnesikiem, który chroni je przed niechcianym otwarciem. Solidne jest średnio, bo po zaledwie kilkukrotnym użyciu "rozpruwa" się w zagięciach i pewnie okładka niedługo odpadnie. Z przodu znajdują się napisy z nazwą produktu, nr koloru i rysunkiem czekoladki, z tyłu natomiast krótki opis, gramatura (16,5 g.), kod kreskowy, przydatność do użycia po otwarciu (18 miesięcy) oraz ingrediencje. Jest też informacja, że produkt nie nadaje się do jedzenia. Od wewnętrznej strony okładki mamy kilka zdań, jak to po użyciu tegoż kosmetyku staniemy się piękne, wyjątkowe, etc.... szkoda, osobiście wolałabym lusterko.




Puder to cztery kosteczki (jakby) czekolady, z pozoru matowy posiada jednak maciupkie mini drobinki, które na policzkach nie są zauważalne. Jest bardzo twardy i niestety trzeba się dobrze namachać, by uzyskać pożądany efekt (dobrze użyć ciut twardszy pędzel), stety nie mamy cegły na policzkach, co podziwiając niektóre niewiasty na ulicach chciałoby się rzec... łaska boska. Nie zapycha, nie podrażnia i nie uczula. Jego trwałość oceniam na 6! Kosmetyk jest bardzo wydajny- macham nim i macham, a zużycia u mnie nie widać, podejrzewam, że prędzej rozpadnie mi się opakowanie niż on zużyje.

Zapach to migdałowa czekolada- nie jest ciężki czy duszący, na twarzy  niewyczuwalny.




Zdecydowałam się na kolor 52 dla ciemniejszej karnacji (dokładnie to zostałam zmuszona, bo akurat ten był na półkach a o innym nie było mowy). Ja jestem blado- mączysta i odcień ten jest dla mnie idealny, bo nie jest żółto- ciepły a jego natężenie można stopniować.




Nie jest to mój ulubieniec, nic mu nie brakuje, ale też znam lepsze. Dla osób, które poszukują subtelnego efektu zdecydowanie polecam. Znacie? Macie o nim jakieś zdanie? 

39 komentarze

  1. Pięknie się prezentuje, jednak wydał mi się za ciepły jak dla mojej chłodnej tonacji. Chociaż zapach czekolady bardzo kusił ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się go nałoży na policzek, to ta jego ciepłota znika.

      Usuń
  2. ten bronzer marzy mi się od wielu miesięcy, ale najpierw muszę po zużywać te, które obecnie posiadam :)
    Piękny jest ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to niewykonalne, uzbierało mi się ich dużo za dużo:D

      Usuń
  3. Nie znam, ale zawsze mi się marzył :)

    OdpowiedzUsuń
  4. bardzo mnie kusi od pewnego czasu :>

    OdpowiedzUsuń
  5. Też miałam go kupić głównie ze względu na to że wygląda jak czekolada :) Ale jednak trochę się bałam tego, że jest twardy i ciężko go nabierać, więc skusiłam się na bronzer W7

    OdpowiedzUsuń
  6. Ale ma fantastyczne opakowanie :) ślicznie się prezentuje :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zapach zachęca, ale jestem wierna bronzerowi Bahama Mama z theBalm :)

    OdpowiedzUsuń
  8. zastanawiam się nad jego zakupem ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. nie używam często takich rzeczy, ale wygląda tak apetycznie, że w rozsądnej cenie na pewno bym kupiła. :D pomijając, ze uwielbiam tę firmę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. ładny, ale jak dla mnie odpada ze względu na pomarańczowe tony. używam W7 Honolulu, ale jest on bardzo nietrwały.

    OdpowiedzUsuń
  11. Wolałabym gdyby był bardziej chłodny :) ale sam wygląd jest jak najbardziej na plus :)

    OdpowiedzUsuń
  12. nie posiadałam jednak koleżanka miała i pamiętam że zawsze podobał mi się jego zapach :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Kusi, bo opakowanie i zawartość wyglądają zabójczo, ale jak w końcu wykończę mój obecny bronzer, mam zamiar zainwestować w Hoolę Benefitu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam trzy róże/ bronzery w wersji mini i na razie nie wyrobiłam sobie o nich zdania.

      Usuń
  14. A szkoda, że nie można go zjeść, bo jak akurat lubię czekoladę :))
    W kwestii bronzerów pozostanę przy swoich sprawdzonych i nie zanosi się na zmiany.
    Ale też kiedyś się nad nim zastanawiałam, tylko bałam się efektów ubocznych, "jojo", w postaci zjedzonych tabliczek prawdziwej czekolady :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. On ładnie pachnie, niekoniecznie smakuje więc efekt jojo nie grozi:D

      Usuń
  15. chciałam kupić, ale nigdy nie było, kupiła więc Hoole od Benefitu i nie żałuję;)

    OdpowiedzUsuń
  16. Też go upolowałam na promocji w Rossmannie, ale mnie szczególnie nie zachwycił. Fakt jest faktem, że daje bardzo delikatny efekt i za to bardzo duży plus, ale jest tak niemiłosiernie twardy, że nawet uzyskanie tego delikatnego efektu wymaga niezłeg namachania się pędzlem. Dla mnie to takie 3+/6. Za to zapach ma naprawdę apetyczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja znalazłam nie niego sposób- twardszy pędzel i nie jest źle.

      Usuń
  17. Wygląda pysznie :) Ja nie używam bronzerów, bo nie potrafię go nałożyć tak, aby wyglądał ładnie :) Używam jedynie różu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może warto na pierwszy raz użyć takiego, co krzywdy nie zrobi... albo dość jasnego, albo twardego jak czekoladka:)

      Usuń
  18. zawsze mnie ta czekoladka intrygowała :) bronzera nie używam zbyt często, bo i nie mam dobrego. szukam czegoś matowego, bez żadnych drobinek i pomarańczki w tle. musiałabym zobaczyć jaśniejszą wersję :)
    pozdrawiam, A

    OdpowiedzUsuń
  19. Mój pierwszy brązer.. Lubię go, ale jest lepszy na lato. Zdecydowanie polecam Hoole!
    A czekolady też nie lubię, chyba, że z migdałami :D

    OdpowiedzUsuń
  20. Smakowity :) Ja jestem właśnie na etapie poszukiwania czegoś fajnego do modelowania twarzy.

    OdpowiedzUsuń
  21. Swego czasu miałam na niego ochotę, bo wygląda bardzo apetycznie, ale teraz mam już za dużo bronzerów w stosunku do tego, jak często ich używam, więc jeśli miałoby mi coś przybyć to już tylko Hoola. Chyba, że najdzie mnie jakieś nieodparte chciejstwo :D

    OdpowiedzUsuń

Nie obrażaj! Nie spamuj!
Dla postów starszych niż 3 dni włączone jest moderowanie komentarzy.